No poryczałam się ze szczęścia - że znalazłam w jednym, skromnym wydawnictwie kawał chorego rocka, wariackie rockapsychobilly, chmurność klimatów tatarskich (i cyrkowych), wstępowanie do zajonów, cały brud garażowego grania. A wszystko sklejone w jedenaście historyjek, zaśpiewanych niedbale, ot-tak-se i na czarno. No ślicznie. Ta płytka - "The House That Dirt Built" od The Heavy - do pożarcia jest na raz.
Choro:
Chorzej:
Rozwałka:
Jestem na bardzo tak! Wkręcona od pierwszego usłyszenia tej cacy rozbiegówki nowego "The Music Scene":
Leniwiec niedzielny z mojej ♥ płytki Rootsiaków, "Do You Want More?!!!??!". Niech żyją (takie) dęciaki.
We say "blah! blah! blah!"... Jerzu, jakie to mjam.
Z cyklu "zblazowany hhłoptaś międli jęzorem, coś tam kweeli od niechcenia, a tak w'ogle to wychodzi mu coś fajnego". Plus urocze przeszkadzaje, piłowanki i doborowości (Erykah Badu, Will.i.am, Fonzworth Bentley, Madlib) w tle (chórkach aka). Obrazkowo też mocarnie (70' remix 80'). Czuj bas, zią, Sa-Ra podaje (a więcej takich podaje na "The Hollywood Recordings").
AP DE JT (20-10-09) Antycypowałam, cyco?
Maxwell w Nowym Jorku (głównie) plus małe co nieco od Commona i Bilala (co to osiem lat od fajowego debiutu milczał, a na początku przyszłego wraca z numero duo "Air Tight's Revenge"):
